Dzisiaj walka z mechanicznym wtryskiem, czyli nie taki KE-Jet straszny

Posted On 25 sierpnia 2015| 1 odpowiedź

Problemy z brakiem mocy i wysokimi wolnymi obrotami ostatnio doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Wymieniłem w końcu kopułkę z nadzieją że coś to zmieni ale niestety, zero efektu. Czyli trzeba w końcu było samemu zasiąść z miernikiem i posprawdzać wtrysk, który jest dla mnie czarną magią. Na wstępie sprawdzony potencjometr, wartość 0,65V. Niby nie idealnie ale niestety nie miałem się jak do niego dobrać (brak odpowiednich narzędzi). Ale że tragicznie nie było, lecimy dalej. Błędów niby brak, wypełnienie ustawiłem tak, że pięknie oscyluje w granicach 40%. Jazda testowa i auto odzyskało trochę mocy. Nie wiem czy to już wszystko co da się z niego wykrzesać bo seryjne 180KM i ta dość spora masa raczej szału nie robi, a że zazwyczaj jeżdżę trochę mocniejszym autem więc ciężko mi oceniać. Na pewno jest lepiej.

Kolejna kwestia, brak wolnych obrotów po podpięciu ZPD – okazuje się że brakuje mi pewnie jakieś sprężynki, ponieważ cały mechanizm nie cofa się do momentu aby włączy stycznik, czy jak to się tam nazywa. Po ręcznym dociągnięciu mechanizmu obroty wracają do przyjemnie niskiego poziomu. A wiec jest diagnoza, tylko teraz jak to uleczyć…

20150825_202344

 

EDIT: Tak jak myślałem okazało się, że brakuje mi sprężyny cofającej o nr. A1039930310 a więc dzisiaj wizyta w ASO

Lekko spóźniony lany poniedziałek

Posted On 28 maja 2015| Napisz odpowiedź

W tym tygodniu nastąpił długo wyczekiwany moment zmiany oleju. Oznacza to ni mniej ni więcej, że przejechane od remontu zostało więcej jak 1000 km, a więc silnik jest już dotarty.  Wreszcie mogłem wcisnąć gaz w podłogę, coś wyprzedzić i pojechać szybciej niż 110 km/h.

Coś jednak wczoraj zaburzyło moją radość z jazdy bez kagańca. Jadąc rano do pracy napotkałem na swojej drodze ciężarówkę, która coś kombinowała i ledwo toczyła się po jezdni. Nie było wyjścia, trzeba wyprzedzić, a więc gaz w podłogę i wyprzedzamy. Auto ładnie „ciągnie”, ale w lusterku wstecznym widzę szarą chmurę. Lekko zmartwiony zjechałem na parking, patrzę a tu zero dymku nic się nie dzieje. No cóż, popatrzymy na to później.

Po pracy postanowiłem wyjechać na obwodnicę, żeby porządnie zagrzać auto i wtedy zobaczyć co się dzieje na wysokich obrotach. W sumie to daleko nie dojechałem. Po przejechaniu ok 1 km, lekko zdziwiony zauważyłem, że temperatura silnika już dobiła do 90 st, a więc pobocze i trzeba zerknąć co się stało. Maska do góry, a tam wszystko pływa, wszystko mokre, poza zbiorniczkiem wyrównawczym płynu chłodniczego, on jest suchy jak pieprz.

Telefon w dłoń, załatwiłem holowanie, zaanonsowałem się u mechanika, kilka papierosów oczekiwania na ratunek i działamy dalej. Do mechanika na lince bez przygód poza jednym łysym jegomościem spod Kieleckiej wioski, który nie do końca ogarnia, że wciskanie się na chama przed holujący samochód to kiepski pomysł. Uwag kolegi też chyba nie zrozumiał po jego merytorycznym komentarzu całej sytuacji. No cóż, jego twarz wyglądała na taką nie zmąconą intelektem.

U mechanika poszło sprawnie. Diagnoza – zrzuciło wąż z silnika od strony ściany grodziowej. Reanimacja – czas 2 minuty. Przykręcić wąż, zalać płynem i ogień dalej.

Poza tym pojawiła się kolejna ciekawa usterka, której nie miałem możliwości wcześniej wyłapać. Przy przyspieszaniu na drugim biegu z gazem w podłodze, przy okolicy 80 km/h zapala się kontrolka od ASD, tak jakby koła miały poślizg co jest raczej nie możliwe 😉

image

image

image

600 km za nami i kilka usuniętych usterek

Posted On 29 kwietnia 2015| Napisz odpowiedź

No i wreszcie udało nam się wspólnie z mercedesem pokonać kilkaset kilometrów. Gwiazda wróciła na maskę więc radość z jazdy jest 😀 Jako, że silnik na dotarciu to czy jakoś idzie czy nie jeszcze nie wiem, ale wiem za to, że przy takiej delikatnej jeździe pali skubaniec jak smok. Jazda 50/50 miasto – trasa średnio 14 litrów benzyny na 100 km. DROGO 🙂

Drobne zwarcie przy hamowaniu, które opisywałem we wcześniejszym poście z czasem przestało być takie drobne. Znikały światła stopu, kierunkowskazy, światła mijania i drogowe, przestawał działać centralny zamek, podajnik pasa i wiele innych dziwnych rzeczy. Problem udało mi się rozwiązać po taniości choć trochę pracy to wymagało. Wystarczyło wziąć papier ścierny i wszystkie połączenia masowe + bezpieczniki przeszlifować do ładnego czystego metalu. Problem jak ręką odjął.

Postanowiłem też zobaczyć o co chodzi z tą kontrolką od ASD, bo jako jedyna na desce waliła po oczach, a chyba nikt nie lubi niepotrzebnie świecących się kontrolek. A więc dwa kabelki w dłoń i diagnozujemy. ASD wybłyskało że nie ma informacji z żadnego z czujników ABSu, no przecież nie możliwe bo ABS działa. No to co, kasujemy błąd (kabelki do siebie na 12 sek ) i nastała ciemność. Wreszcie nic mi nie świeci po oczach. Pora na jazdę testową. Kontrolka się nie zapaliła, trójkąt ładnie się zapala gdy ASD zaczyna pracować – SUKCES. Kolejna usterka „naprawiona” za 0 złotych.

W między czasie dostałem namiar na gościa, który naprawia podnośniki szyb, el. szyberdachy i tego typu ustrojstwa. Niestety mojego nie naprawi bo to ponoć nie ma sensu, trzeba szukać innego.

Nadal szukam magika, który ogarnie mi układ wtryskowy i podejrzewam że podciśnienia również bo coś mi się to wszystko nie podoba.

Poniżej kilka zdjęć które udało się strzelić w trakcie tylko kilku kilometrów.

10856607_915136891880539_9022652749363567183_o 11140148_915137411880487_3588961389323930092_o 11140153_915137891880439_5833507082528336038_o 11157349_915137185213843_4667021542038131696_o 11169677_915138175213744_4074583614835979643_o

Pierwsze 30 km od ponad 7 miesięcy

Posted On 9 kwietnia 2015| Napisz odpowiedź

I stało się. Pierwsze kilometry po remoncie silnika zostały dokonane. Silnik chodzi całkiem miło, brak niepokojących hałasów itp. Oczywiście choroby na które 25 letni mercedes chorował zanim wyzionął ducha doskwierają mu nadal, ale spokojnie, wszystko po kolei.

Pojawiły się też nowe, dokładnie dwie nowe. Wysokie wolne obroty przy podpiętym zaworze powietrza dodatkowego, oraz sporadycznie przy hamowaniu robi się jakieś zwarcie.

Co jeszcze, na chwilę obecną ciężko powiedzieć ponieważ to dopiero jazdy testowe. Na chwilę obecną auto zostało umyte i zmieniony został tłumik. Cdn…

Dalej do przodu

Posted On 28 marca 2015| Napisz odpowiedź

No i mercedes wjechał na warsztat w celu finiszowania jeżeli chodzi o remont silnika.

Robota oczywiście szła wolnej niż było to zakładane ale jednak.

Dzisiaj, czyli w poniedziałek silnik jest już złożony. Ale co mnie wcale nie dziwi w ogóle nie ma ochoty odpalić. Kolejne graty zamówione, a o koszty już chyba wolę nie pytać.

Nie chce ktoś kupić nerki – sprawna, często filtrowana 🙂

image

image

image

image

image

Lecimy z koksem, czyli kolejna próba reanimacji

Posted On 22 stycznia 2015| Napisz odpowiedź

Wreszcie nastał ten dzień. Podjęta została decyzja o reanimacji obecnego silnika zamiast pakowania się w kolejną wielką niewiadomą. Po miesiącu oczekiwania na miejsce u mechanika, Mietek wreszcie tam dotarł. Na chwilę obecną jeszcze tak naprawdę nic nie wiadomo, ale silnik całkiem wyleciał spod maski, więc wielki progres jak na 4 miesiące stania w garażu. Przy okazji założony został zimowy komplet kół. Bynajmniej nie po to aby walczyć ze śniegiem. Powodem są względy estetyczne. Na sezon letni, 18″ felgi mają dostać nowy lakier, polerowany rant i jakieś tam ogumienie.

Jak widać szału nie ma, ale przynajmniej coś się dzieje. Mam nadzieję że w tym roku będę miał możliwość sobie pojeździć.

No i mamy finał

Posted On 24 września 2014| 2 komentarze

No i są wieści od mechanika. Silnik nadaje się na złom.

Jutro mercedesa odbieram z warsztatu i wstawiam do garażu. I tak się kończy na chwilę obecną ta mrożąca krew w żyłach historia, ale na pewno

ciąg dalszy nastąpi…

Dobrze nie jest – jest źle

Posted On 19 września 2014| 1 odpowiedź

W środę popołudniu auto dotarło do lekarza. Od tamtej pory czekałem na telefon co i jak z autem. Przed chwilą odbyła się ta wyczekiwana rozmowa.

Silnik nie trzyma kompresji i to dość znacznie. No i teraz dylemat. Koszta tak czy inaczej na pewno będą spore, bo w najlepszym wypadku kapitalny remont głowicy w najgorszym silnik na śmietnik.

No i co robić? Możliwości jest kilka. Albo remontować jak leci, poszukać innego słupka silnika i poprzekładać osprzęt, albo zrobić swap na 3.2 z elektronicznym wtryskiem. Dodam tylko, że na nic z tego co napisałem nie ma pieniędzy.

Zawsze jeszcze można wstawić do garażu i co jakiś czas schodzić popatrzeć, uronić łezkę, wrócić do domu i wypić flaszkę. Zobaczymy, przez weekend muszę się na coś zdecydować, a dzisiaj na pewno się zatankuję procentami.

Tagi: , , , , ,

Nasi tu byli – czyli, co pod maską psuje zabawę

Posted On 29 sierpnia 2014| Napisz odpowiedź

A więc dzisiaj Mieciu odwiedził lekarza. Robota była o tyle ciężka, że nie wiadomo było czego szukać. Wstępne pomiary miernikiem wskazywały na to, że wszystko jest ok. A więc skoro miernikiem się nic nie wybada, trzeba było zrobić to organoleptycznie.

 

Po ściągnięciu ke-jeta, ukazała się rurka która miała dość dziwny kształt. Jakieś nacieki, przyklejona czymś czarnym do mocowania, a w centrum tego bajzlu siedział sobie wtrysk rozruchowy. Był to w sumie bardzo pozytywny obrazek, ponieważ rurka kosztuje grosze a jej stan był opłakany także wszystko wskazywało na to, że ona jest winna tego całego zamieszania.

 

 

Szybka rzeźba żeby tylko dojechać do domu, czyli odłączony wtrysk rozruchowy i kawałek węża tam gdzie trzeba. Auto pali, jedzie i nie gaśnie.

Super – wrócę do domu.

Początkowo banan nie znikał mi z twarzy bo auto odżyło, ale potem kilka razy dostałem w łeb i wróciłem na ziemię. Zaczęło się od dymu spod maski, otwieram a tam jakiś wężyk oparty o kolektor wydechowy topi się w najlepsze. Próba zamocowania go gdzieś na bezpieczniej pozycji skończyła się przypieczeniem ręki (ciągle boli). Następnie wylazło na światło dzienne, że obroty dalej sobie szaleją jak chcą tyle, że nie spadają już do zera, a auto dalej przyspiesza raz lepiej, raz gorzej.

Podsumowując, wróciłem do stanu zaraz po zakupie, gdzie coś tam sobie trochę kulało ale ogólnie dało się jeździć. Nie wiem czy to jest powód do radości, ale cieszy mnie to że mogę wreszcie jeździć. No i mam nadzieję, że spalanie spadnie poniżej 25l/100km

Za to przy parkowaniu pod domem pojawiła się kolejna ciekawa rzecz. Filmik jest dość kiepski, ale nie mam pojęcia skąd słychać to dziwna jakby „upuszczanie powietrza”. Nie mam pojęcia co to może być, mam nadzieję że mnie nie zabije. A jak na razie jutro trzeba kupić nowe przewody podciśnienia.